Zeznania świadków z Gross-Rosen

Prawdziwe piekło

Agnieszka Dobkiewicz oddaje do rąk czytelnika trudną lekturę TaniaKsiazka – Mała Norymberga, w której dokładnie opisze proces skazania sześciu dowódców obozu koncentracyjnego Gross-Rosen. Wśród akt, zeznań i zachowanych dokumentów wyłania się obraz prawdziwych zdarzeń, które koniec końców doprowadzą do stracenia dowódców w 1946 roku w Świdnicy.

Więźniowie KL Gross-Rosen stanowili w większości ludność żydowską, polską i rosyjską i zsyłani byli na roboty przymusowe w głównej siedzibie oraz 120 podobozowych filiach pracy. Kiedy w 1945 roku alianci schwytali ukrywających się w Górach Sowich sześciu esesmanów, przewieźli ich do Świdnicy, do obozu dla uchodźców, gdzie czekać mieli na proces. Podczas zbierania dokumentacji i spisywania zeznań wyłaniały się na światło dzienne wszystkie okropieństwa, które miały miejsce w obozie. Książka nie oszczędza żadnej ze stron konfliktu, pokazując, że zło zależne było od piastowanego stanowiska, a także woli przetrwania każdego ze znajdujących się na terenie obozu.

Nikt nie jest bez winy

Praktyka sądzenia zbrodniarzy wojennych, jeszcze przed procesami norymberskimi, w Świdnicy doszło do 53 procesów, po których nie zachowały się żadne dokumenty. Idąc tym tropem autorka skrupulatnie badała dokumenty, z których po czasie wynikało, że z pewnością zostało osądzonych 56 esesmanów, a liczba ta może spokojnie wzrosnąć nawet do setki. To historie, które powinny być ocalane od zapomnienia, zwłaszcza, że rzucają zupełnie nowe światło na to, jak wyglądały procesy powojenne i że w nie każdym dawano jakikolwiek cień szansy na ułaskawienie. Służyły bardziej zebraniu jak najszerszego wywiadu, który później, w tajemniczych okolicznościach, był kasowany, utajniany albo na wiele lat przepadał bez śladu.

Bardzo ważnym tropem, który stanowi ostatnia historia w książce jest przesłuchanie człowieka, który przedstawił się policjantom jako lekarz obozowy. Chociaż ustalenie jego personaliów nie jest w stu procentach pewne, to wiele poszlak wskazuje na to, że był to Josef Mengele, jeden z bardziej okrutnych ludzi, jacy pracowali w obozie koncentracyjnym. Autorka zwraca uwagę na szerokie zaniedbania, jakie po wojnie wprowadził mowy ład polityczny. Historie obozów i ich badanie zeszły na dalszy plan, a większość dokumentacji z premedytacją niszczono. Historia tych, którzy przed wojną byli witani w Świdnicy z entuzjazmem, a podczas niej strzegli obozu, zasługuje na upamiętnienie z tego względu, by pokazać, że ich czyny miały okrutne konsekwencje. Warto oddać też cześć tym, którzy w tych obozach stracili życie. Historia jest napisana przede wszystkim z szacunku dla nich, wyłania się z niej cenna refleksja o nadużywaniu władzy, którą każdy czytelnik powinien wziąć głęboko do serca.

Kawa zdjęcie utworzone przez freepik - pl.freepik.com